Jak Amerykanie gnębili Koreę Północną i co im za to Korea Północna zrobi

Kraj Kimów pręży mięśnie i ogłasza, że jest gotowy do „wojny totalnej”. Gdyby osąd opierać wyłącznie na tych informacjach, którymi karmi swoich obywateli Korea Północna, wychodziłoby na to, że że zbliża się ostateczna walka dobra ze złem. Że bliski jest już czas, w którym Amerykanie zapłacą za swoje potworne zbrodnie. A Koreańczycy z Północy nie bardzo mają na czym innym opierać swojego osądu.

Jeden z obrazów ze zbiorów muzeum w Sinchon. Ekspozycja ma przedstawiać zbrodnie, jakich dokonali Amerykanie w Korei Płn. głównie podczas tzw. „masakry w Sinchon” w 1950 roku. Koreańczycy z północy twierdzą, że żołnierze amerykańscy wymordowali wtedy w wyjątkowo okrutny ponad 35 tysięcy osób. Reszta świata natomiast nie bardzo ma pojęcie, o czym Północna Korea mówi.

Obrazowy opis „masakry” w oficjalnym biuletynie ambasady KRL-D. A poniżej co ciekawsze wyjątki ze zbiorów muzeum.

Swoją drogą na temat amerykańskich masakr w Korei swoje zdanie miał także Pablo Picasso, który w latach pięćdziesiątych sympatyzował z komunizmem i popierał ludowe reżimy. Jego obraz „Masakra w Korei” wisi w „Musee National Picasso”.

Nikt rozsądny nie uważa oczywiście, że Amerykanie, jako jedyni żołnierze na świecie, nigdy nie popełnili zbrodni wojennej. Udowodniono im – i sami przyznali – że ich wojsko ma na sumieniu przestępstwa na Filipinach, w Wietnamie  (słynna maskara w My Lai czy stosowanie „Agent Orange”), w Abu Gharib i przy innych okazjach podczas wojny z terroryzmem. A nawet podczas II wojny światowej (np. masakra w Biscari czy w Dachau, kiedy to Amerykanie, zaszokowani piramidami nagich trupów w wyzwolonym przez siebie obozie koncentracyjnym zabili poddających się SS-manów).  Można uważać za zbrodnię zrzucenie bomby atomowej na Hiroszimę i Nagasaki. Ale nikt poza Koreańczykami z Północy i zwolennikami rządów Kimów nie wspomina na temat masakry w Sinchon. I o mordowaniu dzieci, wbijaniu gwoździ w czoła Koreańczyków, paleniu ludzi na stosach i rozcinaniu im czaszek piłami.

Wyobraźcie sobie  jednak: jeśli bylibyście Koreańczykami z północy, którym od dziecka wbija się w głowę takie rzeczy, i którzy od dziecka oglądają takie obrazki – czy bylibyście w stanie myśleć o Amerykanach inaczej, niż – na przykład – Polacy o hitlerowcach?

Dlatego nic dziwnego, że zemsta na okrutnym, podłym, złym i zbrodniczym amerykańskim arcy wrogu, którą zapowiada koreańska propaganda trafia w Korei Północnej na grunt już zaorany, spulchniony i podatny.

Przyznacie Państwo, że w kontekście obrazków amerykańskich „zbrodni” z muzeum w Sinchon, żądza koreańskiego odwetu przestaje wydawać się aż tak odrealniona i zabawna. Komunistyczna Korea, zepchnięta przez Amerykanów na północ półwyspu, skutecznie wykreowała „wroga narodowego”. Z kleszczy takiego myślenia, które przecież jest myśleniem nie tylko jedynym obowiązującym, ale także najszerzej rozpowszechnionym w społeczeństwie, powszechnym, nie jest łatwo się wydobyć. Jeśli nawet ktoś powątpiewa w idealność rządów Kimów i obowiązującej doktryny dżucze – po drugiej stronie barykady ma, wedle własnego osądu, coś niewiele lepszego: naród zbrodniarzy, przy których naziści to sympatyczni panowie w dobrze skrojonych mundurach. I ich nieświadome i otumanione „marionetki”: Koreańczyków z południa.

A dodajmy, już jako ciekawostkę odnoszącą się do wyżej zaprezentowanych propagandowych grafik, że Korea Północna ma utalentowanych rysowników. Utworzone w Phenianie państwowe studio graficzne „SEK” zatrudnia 1500 rysowników, którzy rysują m.in. dla Disneya i Mondo. Historię swojej pracy w tym zarabiającym na rysunkowym outsourcingu studiu opisał quebecki rysownik Guy Delisle w komiksie „Phenian”. Więc tak, tak, drodzy Państwo – to tam częściowo powstawały „Król Lew” i „Pocahontas”, ale także „Happy Tree Friends”.

Ci sami panowie, którzy z zacięciem rysowali Timona, Simbę i Pumbę oraz nieszczęśliwe zwierzątka, tracące oczka, łapki i flaki za sprawą sokowirówek i innego sprzętu iAGD, zapewne są autorami niektórych z przytoczonych powyżej dzieł.

Jako kolejną ciekawostkę można podać informację, że w dziale propagandy działa prawdopodobnie córka Kim Dzong Ila – Kim Sul-Song. Prawdopodobnie, bo informacje wyciekające z zamurowanego, totalitarnego obozu Korei Północnej są tak szczątkowe, że specjalistom ledwie udaje się posklejać te puzzle w jaką-taką całość. I to całość tak chwiejącą się i niepewną.

Źródło: ahistoria.pl

Przeczytaj też...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.