Co planowano zrobić z Niemcami po II wojnie światowej?

Już w czasie II wojny światowej, kolejnej wywołanej przez Niemcy, alianci zaczęli się zastanawiać jak wyrwać temu krajowi zęby, by w przyszłości już nie kąsał. Nierzadko plany te zakładały wyrwanie tych zębów razem z głową.

Wysterylizować i podzielić między sąsiadów

Już w 1941 roku ukazała się publikacja niejakiego Theodoe’a Newmana Kaufmana, amerykańskiego biznesmena pochodzenia żydowskiego. Nosiła tytuł „Germany Must Perish!” (Niemcy muszą zginąć). W tekście Kaufman postulował całkowitą sterylizację narodu niemieckiego (a przy okazji austriackiego), by jego członkowie nie mogli się rozmnażać. Ziemie przez nich zamieszkiwane Kaufman proponował oddać sąsiadom. I tak Polsce miałyby przypaść (poza Śląskiem i Pomorzem) Niemcy wschodnie aż po – mniej więcej – Łabę. Czechom – Łużyce i prawie cała Austria, bez alpejskiego „ogonka”, który miał być włączony do Szwajcarii. Na zachodzie Polska graniczyłaby z Holandią, która powiększyłaby się kilka razy zajmując Niemcy północne i środkowe. Czechy natomiast uzyskałyby granicę z Francją, bo to jej przypadłyby Niemcy południowe z Bawarią.

Tekst ten – nie dość, że na Zachodzie wzgardzony i uznany za rasistowski i barbarzyński (choć nie przez każdego – Hemingwayowi w jednym z tekstów również wyrwało się, że Niemców dobrze by było wysterylizować) – wykorzystany został był przez nazistowską propagandę jako dowód na istnienie żydowskiego spisku mającego na celu zniszczenie Niemiec. I – być może – przyczynił się do zaostrzenia terroru wobec Żydów na terenach okupowanych przez Rzeszę.

Zreslawizować

Niespecjalnie realistyczne pomysły co do Niemiec miało polskie Stronnictwo Narodowe, które jeszcze w czasie wojny opublikowali broszurę pt. „Granice Wielkiej Polski”. Był rok 1941, nad upokorzoną Polską pastwił się niemiecki nacjonalizm, a nasi rodzimi nacjonaliści już kombinowali jak odebrać Niemcom ziemie aż po Rugię i Łużyce (a Rosjanom – Smoleńsk).

Jeszcze bardziej ambitną (i jeszcze bardziej nierealną) wizję miał antropolog związany z SN – Karol Stojanowski. Niedługo po wojnie wydał broszurę pod tytułem „O reslawizację wschodnich Niemiec”. Stojanowski proponował ni miej, ni więcej, tylko odtworzenie słowiańskich organizmów państwowych, które istniały w średniowieczu na terenie wschodnich Niemiec. Zwracał uwagę na toponimy o słowiańskim rdzeniu, na resztki słowiańskich narodów żyjących na tym terenie.

„W skład państwa połabskiego, które można by nazwać państwem Wendow (Wendland), powinny by wejść wszystkie ziemie Obotrytów i Lutyków oraz te skrawki dawnej Słowiańszczyzny, które nie wejdą ewentualnie w skład państwa łużyckiego albo czeskiego. Byłoby to państwo duże, oparte o Morze Niemieckie i Bałtyckie, graniczące z Polską, Łużycami, Niemcami i Danią. W państwie tym znajdowałyby się tak wielkie miasta, jak Berlin, Magdeburg, Lubeka, Kilonia i Hamburg”.

Jak Stojanowski wyobrażał sobie niewyobrażalne, czyli „reslawizację” w praktyce?

„Przez długi jeszcze czas językiem potocznym a nawet urzędowym w państwie połabskim byłby język niemiecki. Język połabski dopiero by powoli wprowadzano. Wprowadzono by go najpierw ochotniczo, a w miarę upowszechnienia wprowadzono by go do urzędów. Organizacja Zjednoczonych Narodów byłaby protektorem państwa połabskiego, pilnując, aby elementy chcące się zeslawizować nie były narażone na terror i szykany Niemców o hitlerowskim poglądzie na świat”.
Nikt tez Stojanowskiego nigdy nie wziął na serio.

Oddać część Niemiec Holandii

Plan, zwany od nazwiska jego twórcy, holenderskiego adwokata, planem Bakker-Schutta, zakładał przyznanie Holendrom zachodnich terenów Niemiec w ramach reparacji za szkody wojenne. Holendrzy domagali się m.in. Kolonii (po holendersku – nazywanej Keulen), Akwizgranu (Aken), Osnabrueck (Osnabrugge) i Muenster (Munster). Lokalną niemiecką ludność planowano „zniderlandyzować”. Zmiany te miały powiększyć terytorium Holandii o ponad połowę.

Z planu nic nie wyszło, choć Holendrzy otrzymali, o czym mało kto wie, część niemieckiego terytorium. Chodziło o drobne korekty granicy, największą zmianą było przejście pod holenderską administrację gminy Selfkant. Większość z tych zmian (włącznie z Selfkant) zostało anulowanych po 1963 roku: Niemcy wykupiły te terytoria z powrotem za kwotę 280 milionów marek.

Przekształcić w „państwo pasterskie”

Jeden z wariantów planu Morgenthaua, zakladał on włączenie całych północnych Niemiec pod międzynarodową administrację.

Plan zaproponowany przez amerykańskiego ministra skarbu, Henry’ego Morgenthaua, zakładał, że Niemcy zostaną podzielone na dwa państwa, a ich największe centra górnictwa i przemysłu – Zagłębia Ruhry i Saary oraz Śląsk, zostaną zagarnięte przez sąsiadów bądź zinternacjonalizowane (Francja miała dostać Saarę, a Polska – Śląsk, zagłębie Ruhry miało przejść pod zarząd międzynarodowy). Wszystkie pozostałe na terenie Niemiec zakłady przemysłowe miały zostać rozebrane, a same Niemcy – obrócone w „kraj pasterski”.

Ten właśnie plan wprowadzono w życie – tyle, że w wersji złagodzonej. Niemcy faktycznie podzielono na dwa państwa, a Polska otrzymała nie tylko Śląsk i Prusy Wschodnie, ale i Pomorze aż po Szczecin. Zagłębia Saary i Ruhry pozostały jednak niemieckie – choć do końca lat czterdziestych rozważano przyznanie Ruhry Francji.
Nie zrobiono również z Niemiec „kraju pasterskiego”: jak wyliczono, w warunkach pozbawienia Niemiec przemysłu musiałaby wymrzeć z głodu ogromna część populacji.

Źródło: ahistoria.pl

Przeczytaj też...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.